Weekendowe SPA (11): Letni włosowy kryzys

Witajcie, mam nadzieję, że długi weekend minął wam w bardziej miłej i relax’acyjnej atmosferze od mojej ;). Boże Ciało u rodziny później powrót na piątek do pracy, w sobotę egzamin na Uczelnii a o 18.00 festival w Krakowie. Nawet nie wiecie jak się cieszę kiedy mogę teraz usiąść z herbatą na kanapie przed telewizorem i spokojnie dokończyć post. 

IMG_0149:1

Co roku cyklicznym kołem pojawia się u mnie jeden i ten sam uciążliwy, denerwujący problem: przesuszonych włosów w momencie kiedy temperatura wskakuje powyżej 20+. W tamtym roku myślałam, że być może przyczyna leży w hennowaniu włosów. Od czasu kiedy nie mam problemu z włosami minęło pare lat, więc ciągle spychałam tę myśl na coraz to nową odżywkę/ maskę. W momencie jednak kiedy mój ulubiony olej zostawił na głowie jedną wielką tragedię zrozumiałam, że jednak coś pominęłam. Przede wszystkim dedukuj z faktów jak to mawiał Sherlock Holmes. Tak więc zabawiłam się we włosowego detektywa.

3:3

Na początku wyeliminowałam wszelkie czynniki wewnętrzne jak suplementy diety, kozieradka czy inne zioła. Następnie szczegółowo przyjrzałam się kosmetykom, których obecnie używam, wyeliminowałam wszelkie nowości i skupiłam się na moich pewniakach. Postanowiłam również nałożyć ukochany olej Amla aby włosy nabrały ogłady. Kiedy umyłam głowę i zauważyłam, że nawet on nie pomaga, zaczęłam szukać przyczyny głębiej. Idąc tym tropem zaczęłam oglądać zdjęcia z wcześniejszych lat, również też tych sprzed czasu kiedy zostałam zmuszona do ścięcia włosów. Odbywając taką mała włosową podróż zdałam sobie sprawę, że ten problem towarzyszył mi praktycznie od zawsze. Jedynie jego efekty nie były tak uciążliwe i długotrwałe jak teraz ze względu, że i moje włosy były wtedy praktycznie idealne ;). Postanowiła więc kolejny raz zwrócić się w stronę starego „babcinego specyfiku”, którym jest siemię lniane ;).

Standardową recepturą gotowałam 2 łyżki siemienia lnianego na 2 szklanki wody przez około 12 minut, oczywiście na małym ogniu. Następnie po odcedzeniu przez sitko poczekałam aż całość wystygnieNałożyłam je na około 45 minut po czym dokładnie spłukałam i dałam im spokojnie wyschnąć.

2:2Po 20 minutach samowolnego wysychania zauważyłam, że zwierzchnia warstwa nie puszy się co było dla mnie bardzo ważne. Po kilku godzinach kiedy włosy doschły ich stan znacznie się poprawił. Przede wszystkim nie wyglądały na przesuszone, nie puszyły się ani nie były sztywne. Co więcej udało mi się uzyskać na nowo ich sypkość i sprężystość. Przyznam wam się, że jestem niesamowicie pozytywnie zaskoczona tym co te niepozorne ziarenka mogą zdziałać na włosach przez tych paredziesiąt minut. Ogólny efekt możecie zobaczyć na filmiku dostępnym na youtube –> Konstancja Czerwiec,

 

A jak tam wasze włosy w letnie upały ? Zdarzają się jakieś małe kryzysy ? 🙂

Pozdrawiam, Konstancja 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s